Jak wiedzieć, że robisz dobrze coś, na czym się nie znasz
"Zgadnij kto?" Dziecięca gra, w której wygrywa nie ten, kto wie, tylko ten, kto pyta
“Nie ma głupich pytań” mówią dorośli dzieciom z tą samą miną, z jaką zapewniają, że liczy się tylko to, jakim się jest człowiekiem.
Brzmi jak prawda, działa jak narkoza.
Głupie pytania istnieją - to te, które obnażają, że pytający widzi coś, czego reszta nauczyła się nie zauważać.
Zadawałem ich za dużo. Dzieciak od “dlaczego”, który szybko wyczytał z cudzych twarzy, że każde “dlaczego” to jeden stopień dalej od grupy.
Dziś ma to swoją, atypową nazwę. Wtedy wiedziałem tylko, że jestem przeciętny i wiele nie osiągnę. Więc robiłem to, co musiałem: obserwowałem i kopiowałem. Byłem sumą ludzi, których spotkałem, ale własnego zdania nie miałem, bo i skąd, skoro składałem je z cudzych.
I choć kiedyś wydawałoby się to nieprawdopodobne, dziś to do mnie ludzie przychodzą z prośbą o poradę i to w obszarach, na których się nie znam.
Przez trzy lata kilkadziesiąt tysięcy osób dołączyło do mojej społeczności - choć nie kręcę rolek, nie gonię za trendami, a czasem, jak przez ostatnie pół roku, nie odzywam się ani słowem.
I dziwicie się, gdy mówię, że w szkole niczym się nie wyróżniałem - nikt nigdy nie powiedział mi, że mam talent. Nie usłyszałem nawet, że jestem “zdolny, ale leniwy”.
To, co osiągnąłem, sprowadzacie do tego, jak dobieram słowa - że umiem wskazać tę jedną rzecz, którą ktoś czuje, ale której nie potrafi nazwać i powiedzieć ją tak, że słucha do końca.
Ale prawda jest taka, że nie mam żadnego sekretnego sosu.
U podstaw wszystkiego, co robię, jest tylko jedno: osąd. Czyli to, którą soczewkę przykładam do problemu i jak go rozwiązuję.
A to nie dar, tylko procedura. Rozczarowujące, wiem, ale są też plusy - procedurę da się rozpisać na kroki i... w zasadzie każdy może się jej nauczyć.
Więc może patrzysz, jak inni robią coś z AI i szarpiesz się ze sobą po cichu, żeby też zacząć. Może zastanawiasz się, czy w ogóle warto dziś iść na swoje, skoro każdy wygeneruje w minutę to, czego ty uczyłeś się latami.
Może używasz AI po kryjomu i robi ci się gorąco na samą myśl, że ktoś to odkryje. A może odwrotnie - spalasz się, bo siedzisz z czatem po nocach, układasz trzydziestą wersję tekstu, a rano budzisz się z pustymi rękami (witaj w klubie!).
Mam na to sposób, który sprawi, że będziesz doskonale wiedzieć, w co włożyć ręce i jak to osiągnąć, nawet jeśli to temat, o którym nie masz zielonego pojęcia.
Działa nawet w darmowym AI. Opracowałem go i rozwijałem przez ostatnie pół roku i jest najważniejszą rzeczą, jakiej obecnie używam w pracy.
Ale zanim go odpalisz, musisz zobaczyć, co się z nami porobiło - i dlaczego za parę lat będziemy patrzeć na to tak, jak dziś patrzymy na ołów w benzynie albo smartfona w kołysce - nie jak na głupotę, tylko jak na coś, czego nikt z nas nie przewidział.
Strzelba dla niewidomych
Za 100 zł miesięcznie masz w kieszeni najgroźniejszą broń świata. Najlepszego strzelca, jaki istnieje: stratega, analityka, copywritera i marketera w jednym. Zawołasz, strzela. Nigdy nie chybia. Jest tylko jeden problem. Jest ślepy. Nie wie, w którą tarczę celuje, bo żadnej nie widzi.
Większość z nas myli się tu w obie strony i obie pomyłki kosztują.
Jedni machają ręką: atrapa, wydmuszka, AI tylko udaje. Nieprawda, ta broń naprawdę jest genialna.
Drudzy idą w drugą stronę: skoro jest takie dobre, wystarczy poprosić, a ono ogarnie. Też nieprawda. Bo celność to nie to samo co celowanie.
AI to najlepszy strzelec świata, który trafia idealnie tam, gdzie mu pokażesz, ale sam tarczy nie wskaże, bo nie ma własnego celu. Nie dasz mu żadnego, weźmie pierwszy lepszy i wypali w niego z pełnym przekonaniem. Wygląda, jakby wiedział, dokąd cię prowadzi, ale nie wie. Prowadzi cię tam, gdzie sam wskazałeś, a jak nie wskazałeś, to donikąd, tylko bardzo sprawnie.
I to jest najgorsze. Genialny ślepy strzelec jest groźniejszy niż atrapa. Atrapę przejrzysz w sekundę. Genialnemu strzałowi zaufasz.
Sprawdzono to na lekarzach i to takich, którym powiedziano, że AI będzie im błędnie podpowiadać, czyli halucynować.
Gdy podpowiedź AI była dobra, lekarz trafiał z diagnozą w 85%. Gdy była zła, ale równie pewnie przekazana, lekarz i tak za nią szedł, a trafność w stawianiu diagnozy spadła do 73% [medRxiv, 2025].
Wniosek? AI nie musi mieć racji, żeby cię poprowadzić. Wystarczy, że nie ma wątpliwości.
Dlatego siedzisz po nocach. Pytasz o pięć wariantów, dostajesz pięć odpowiedzi, każdą niby w dziesiątkę. Poprawiasz raz, drugi, trzydziesty. Czujesz, że ta ostatnia wersja jest już tuż-tuż - a rano patrzysz i mówisz: nie, to nie to. I zaczynasz od nowa. Czemu? Bo zamiast pytać o zdanie maszynę, powinieneś zapytać siebie.
Pierwsza rada, jaką daję klientom, nie dotyczy marketingu. Brzmi: idź na terapię
Mówię to pół żartem, bo inaczej nikt nie potraktowałby tego poważnie. Ale żart mija, a pytanie zostaje: zanim cokolwiek pokażesz światu, musi istnieć ktoś, kto pokazuje. A jak pokażesz, kim jesteś, jeśli sam tego nie wiesz?
Ja nie wiedziałem. To nie była skromność, tylko brak danych.
Obserwacja nie była u mnie talentem. Była protezą. Stawałem się tym, na co patrzyłem, a patrzyłem na to, czym się stawałem. W rezultacie nie wiedziałem, jaki jestem, co lubię, czego nie. Miałem w głowie dane o każdym dookoła i ani jednej linijki o sobie.
Na zewnątrz wyglądało to nieźle: mądry, błyskotliwy, zabawny. W środku pustka po właścicielu. Pod presją to działało. Kiedy się paliło i nie było wyjścia, osąd ratował mi skórę i wiedziałem, że jest mój. Ale bez przymusu nie ufałem sobie ani trochę. Czyjeś ‘a ja wiem lepiej’ ważyło więcej niż wszystko, co sam wiedziałem.
I dopiero terapia to odwróciła. Pierwszy raz, kiedy zarobiłem więcej niż dawało się wydać na używki i inne pozory, zamiast lepszych szlugów i droższego dresu kupiłem godzinę cudzej uwagi tygodniowo. Potocznie zwaną terapią.
Nie z rozpaczy, z ciekawości. Jak wiesz, byłem kiedyś dzieckiem, które lubiło pytać “dlaczego”, zanim to w nim wyłączono. Chciałem sprawdzić, czy da się włączyć z powrotem.
Na wynik trzeba było trochę czekać, ale w końcu się udało: im więcej danych miałem o sobie, tym mniej potrzebowałem, żeby ktoś z zewnątrz wycenił, ile jestem wart i tym pewniej odróżniałem swój osąd od cudzego.
Ale terapia zmieniła to, co o sobie wiem - nie zmieniła odruchu, żeby w trudnym momencie naśladować innych.
I to prowadzi do problemu - AI.
Bo nagle robię rzeczy, na które nikt jeszcze nie wpadł, a samej maszyny nie podejrzysz - jest za cwana. Pierwszy raz w życiu nie miałem od kogo ściągać. Więc oddałem ruch maszynie.
Fizyka ma nieuprzejmą definicję pracy: siła razy przesunięcie. Możesz pchać ścianę całą noc, zlać się potem, paść ze zmęczenia, a jeśli ściana nie drgnęła, wykonałeś pracę równą zeru. Co noc robiłem dokładnie to, tyle że bez ściany.
Rano wodziłem wzrokiem po ekranie spuchniętym od zdań i szukałem tego jednego miejsca, w którym moje życie ruszyło choćby o milimetr - i nie znajdowałem go. Pot prawdziwy, zmęczenie prawdziwe, przesunięcia brak.
Bez jasno wyznaczonego celu i kryteriów AI ciągnęła mnie w każdą stronę naraz: tysiąc dróg i żadnej miary, żeby je przesiać.
Tak wyglądał nie jeden dzień. Tak wyglądał miesiąc.
Praca z AI nie jest wolnością, jest prokrastynacją przebraną za perfekcjonizm. Robisz kawał dobrej roboty, a o trzeciej w nocy orientujesz się, że to, nad czym siedzisz od tygodnia, do niczego nie prowadzi i musisz zacząć od nowa.
Ale tym razem trafiło na dorosłego.
Czułem, że maszyna wyjmuje mi z głowy mój własny osąd. Poczułem to, bo kiedyś musiałem złożyć go sam, od zera. Znam każdy jego kawałek, więc wiem, kiedy znika. To, że nie dostałem go za darmo, okazało się moją przewagą. A skoro złożyłem go raz, złożę drugi.
Najpierw szukałem gotowca, ale takiego nie było. Całe to programistyczne towarzystwo - Andrej Karpathy, Boris Cherny - kręci tutoriale pod vibe-coding, apki czy SEO.
Ale pod nieostrą, kreatywną robotę w strategii czy brandingu, która faktycznie robiłaby różnicę? Nic. Nikt. Więc sięgnąłem po to, co umiem najlepiej i zacząłem stawiać pytania.
I tak przyszła mi do głowy pewna gra.
“Zgadnij kto?”. Dziecięca gra, w której laik bije eksperta
Jeśli chcesz wiedzieć, czy robisz dobrze coś, na czym się nie znasz, zagraj ze sobą w “Zgadnij kto”. Pytaj siebie tak długo, aż wiesz, w co włożyć ręce i kiedy uznać, że jest gotowe. I wiesz to sam - nie dlatego, że się na tym znasz, tylko dlatego, że umiałeś o to zapytać.
“Zgadnij kto” kłamie już w tytule. Nie zgadujesz - pytasz, aż na planszy zostanie jedna twarz. A kiedy gra idzie o twoją robotę, ta twarz to ty.
W tej dziecięcej grze masz przed sobą planszę pełną twarzy i nie wiesz, która to ta jedyna. Strzał na ślepo prawie zawsze pudłuje, więc nie strzelasz - pytasz. Czy nosi okulary? Czy ma brodę? Po każdej odpowiedzi zbijasz tabliczki, które nie pasują, aż zostaje jedna twarz, a ty wiesz, która.
Ten sam mechanizm możesz wykorzystać w pracy z AI - szczególnie jeśli robisz coś, na czym się nie znasz.
Nowy temat działa jak plansza na starcie: nie wiesz, w co celować. Tylko że osoba do odgadnięcia nie siedzi naprzeciwko - siedzi w tobie.
W rzeczy, na której się nie znasz, sam jesteś dla siebie nieznajomym: nie wiesz jeszcze, czego naprawdę chcesz ani co to znaczy, że coś jest źle czy dobrze.
I tu sedno, które gubi nawet nazwa gry: ty nie zgadujesz. Zgaduje ten, kto strzela od razu - i prawie zawsze pudłuje. Ty pytasz tak długo, aż zgadywać już nie musisz.
Więc robisz to, co w grze - pytasz. Po co to robię? Dla kogo? A gdyby tego nie było? Po czym poznam, że gotowe? Każde pytanie zbija jedną tabliczkę: to nie moje, tamto nie teraz. Aż na planszy zostaje jedna twarz. Twoja.
To jest osąd - kierunek, cel i miara. Nie wiedza na wejściu, tylko gra w pytania.
Dlatego w tę grę wygrywa się bez wiedzy. Nie musisz znać postaci z góry - i tak ją odgadniesz, jeśli będziesz zadawać pytania.
Osądu się nie wymyśla. Zawęża się go pytaniami. Człowiek ogrywa w to AI, bo nie udaje, że już wie. Tak jak dziecko ogrywa w to dorosłego, bo nie udaje, że już wie i pyta o rzeczy, o które ekspert wstydziłby się spytać.
AI nie ogłupia. Ogłupia sposób, w jaki jej używasz.
Większość siada i pyta o zdanie: co o tym sądzisz, co byś zrobił, który wariant lepszy. Pytają wyrocznię. A wyroczni tam nie ma - jest maszyna, która pod każde pytanie podsuwa to, co najczęstsze, bo na tym ją wytrenowano.
Im pewniej brzmi, tym głębiej wciąga cię w cudzą średnią. Pytasz “jak myślisz?” i z każdą odpowiedzią oddajesz po kawałku to jedno, czego ona mieć nie może - swój osąd.
Ja jej o zdanie nie pytam. Przychodzę z grą rozegraną do końca, z celem i miarą - i wtedy maszyna przestaje udawać wyrocznię, a staje się tym, czym jest: najszybszą parą rąk na świecie, która robi dokładnie to, co jej każę. Czarną robotę oddaje jej bez żalu. Osądu nie oddaję nigdy.
I dlatego tę grę wygrywa nie wirtuoz, tylko ten, kto przyszedł z nutami. Amator z osądem bije eksperta bez - i bije maszynę, która umie zagrać wszystko, poza jednym: po co ma zagrać.
Pokażę ci, jak grać tak za każdym razem, bo sam uczyłem się tego od zera. Zapisałem to jako jeden prompt, który wklejasz przed każdym nowym zadaniem.
Prompt: Zagraj w Zgadnij kto? z AI
Pokażę ci najważniejszą rzecz, jakiej używasz pracując.
Budowałem ją pół roku i odpalam przed każdym tekstem, każdym spotkaniem i każdą ważną decyzją. To jeden prompt - i robi coś, czego nie robi żaden inny. Nie zlecasz mu roboty, nie pisze za ciebie, wyciąga z ciebie to, co już wiesz, kontekst, kryteria i cel, ale czego jeszcze nie zapisałeś.
Zanim ci go dam - jeszcze jedno. Bo ten prompt to tylko jeden ruch z większej całości. Tego wszystkiego uczę w Forum Twórców. W lipcu forum kończy rok - i pierwszy raz od grudnia otwieramy drzwi. Na urodziny ruszamy nowy cykl, wspólną ścieżkę krok po kroku i mówię to bez kokieterii: to najmocniejsza rzecz, jaką tam dotąd zbudowaliśmy.
Ceny nie ukrywam, bo nie ma czego. Teraz rok kosztuje 2000 zł. Kiedy w lipcu ogłosimy nowy program, skoczy o 475 zł. Jeśli chodziło ci po głowie dołączenie do forum, teraz jest najlepszy czas: www.tworcow.forum
Kiedyś dzieci bawiły się w piaskownicy pełnej azbestu, a dorośli patrzyli na to z czułością, bo nikt nie wiedział, że biały pył zabija. Za parę lat tak samo spojrzymy na dzisiejsze noce z AI. Na ludzi, którzy tyrali do rana, oddawszy jej swój osąd i nazywali to pracą.
Ale nie musisz czekać, aż historia to przyzna.
Wklej ten prompt do swojego AI, w jakikolwiek sposób, gdy następnym razem siądziesz do pracy
Pssst! Do perfekcjonistów: Nie musisz tego czytać, żeby zacząć działać.
Oto twój prompt [kliknij tutaj] - skopiuj treść i zapisz u siebie.
Dzięki, że czytasz do końca.
mat



God bless Mateusz Szufel. Cieszę się, że jesteś z powrotem.