Zamień pasję na pieniądze - piękne, ale niemożliwe
Jutro koniec zapisów. I nie, nie na kolejny kurs
Rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani dnia – mówili.
Piękne. Poetyckie. I równie prawdziwe jak napis “świeże bułki” w piekarni, która dostaje je mrożone z Biedronki nad ranem (z tej samej fabryki co Biedronka – bo te “piekarnie” dawno już nic nie pieką).
Jasne.
A jak będziesz jeść same warzywa, dożyjesz setki.
A jak będziesz wystarczająco mocno wierzyć, to wszechświat ci to przyśle.
Jest taki gatunek kłamstw, które przetrwały tylko dlatego, że ładnie brzmią.
To jest jedno z nich.
Ewa podczas konsultacji na grupowym mentoringu rzuca mi prosto w twarz:
“Dyrektor z Unilevera, dziesięć lat temu. Powiedział: zamień pasję na pieniądze. Ty mówisz, że to bzdura. Więc kto kłamie?”
Właśnie za to lubię te spotkania. Możesz przerwać, powiedzieć “nie zgadzam się”, “nie rozumiem”, “skąd to wiesz”. Nie ma slajdów, nie ma gotowych odpowiedzi. Jest rozmowa o tym, co cię faktycznie gryzie.
Zanim pójdziemy dalej: jutro startuje Branding od zera AI. Zapisy tylko do końca poniedziałku do 23:59. Pierwszy live we wtorek. Jeśli chcesz - [LINK].
Jeśli wolisz najpierw zrozumieć, o co mi chodzi - czytaj dalej.
Wracając - z dyskusji zawsze rodzi się coś dobrego
Gdybym był papieżem, to byłoby moje credo. Ale papieżem raczej już nie będę.
Więc wracam do Ewy. Kto kłamie? Nikt. Wszyscy tylko źle słuchają.
Zamień. Nie “rozwiń”. Nie “zbuduj wokół”. Zamień. To jest język transakcji, nie rozwoju. Oddajesz coś, dostajesz coś innego. Jak w lombardzie.
Ona słyszała strategię (sic!) sukcesu. Ja usłyszałem warunki umowy, której nikt nie czyta przed podpisaniem.
Marketerzy wiedzą, że aliteracja sprzedaje. Że rytm usypia czujność. Że hasło, które dobrze brzmi, nie musi dobrze działać – wystarczy, że dobrze się powtarza
Wiesz, dlaczego “oddaj pasję, dostań pieniądze” nigdy nie trafiło na kubek motywacyjny?
Bo prawda brzmi jak ostrzeżenie.
A “zamień pasję na pieniądze” brzmi jak obietnica siwego dziada z brodą, który raz w roku zjeżdża kominem i wmawia ci, że prezenty biorą się z bycia grzecznym, nie z pracy elfów na trzy zmiany.
Ta sama treść. Inne opakowanie.
Kiedy pasja jest pasją, nie ma “po co”. Jest tylko “bo tak”. Grasz na gitarze, bo grasz. Malujesz, bo malujesz. Czynność jest celem. Kropka
Kiedy pasja staje się pracą, pojawia się “żeby”. Grasz, żeby zarobić. Malujesz, żeby sprzedać. Piszesz, żeby zbudować zasięg. I w tym momencie coś pęka.
Pojawiają się tabelki. Faktury. KPI. “Ile godzin to zajęło?”, “Jaki jest ROI?”, “Kiedy zwrot?”
Nikt nie pyta o ROI z grania na gitarze dla siebie o czwartej nad ranem.
(No, może oprócz sąsiadów – ale ich pytania dotyczą raczej kodeksu wykroczeń).
Ale kiedy gitara trafia na fakturę – zaczyna się liczenie. I coś umiera. Cicho. Bez świadków.
Fizycznie robisz to samo. Ale relacja z tym, co robisz, jest już inna. Jak różnica między seksem z miłości a seksem za pieniądze. Mechanika identyczna. Doświadczenie – z innej planety.
Kiedyś był szef. Deadline. Hierarchia. Wróg z adresem i numerem NIP
Można było odejść. Strajkować. Trzasnąć drzwiami. Była granica między tobą a tym, co cię gnębi.
Teraz? Teraz jesteś wolny. Jesteś swoim szefem. Robisz to, co kochasz.
I pracujesz do trzeciej w nocy. Z własnej woli. Bo “możesz”. Bo “chcesz”. Bo “to twoje”.
Gratulacje. Zostałeś własnym tyranem. I nawet nie możesz złożyć wypowiedzenia.
Powiedziałem wtedy Ewie:
“To jest trochę jak z tą fabryką czekolady.”
Pamiętasz Charliego? Dostał fabrykę czekolady. Happy end.
Tylko że nikt nie pokazał sequela. Tego, w którym Charlie o trzeciej w nocy wypełnia PITy, negocjuje z dostawcami kakao i rozwiązuje konflikty między Oompa Loompas.
Charlie nie dostał czekolady. Dostał firmę produkującą czekoladę. To jest fundamentalna różnica, której nie pokazują w bajkach.
Pasja, która staje się biznesem, przestaje być pasją. Staje się obowiązkiem z sentymentalnym podejściem.
Człowiek nie jest stworzony do pracy. Najlepszy dowód? Męczy się w niej. Nawet gdy ją kocha. Zwłaszcza gdy ją kocha. Bo wtedy nie ma wymówki, żeby przestać.
Więc co zamiast? Nie zamieniać. Budować wokół
Pasja to nie produkt do sprzedaży. To filtr, przez który przepuszczasz wszystko inne.
Ludzie nie kupują “zdjęć z wesela”. Kupują zdjęcia, które robi Aneta – bo ona widzi te momenty, których inni nie zauważają. Ten subtelny dotyk dłoni. Spojrzenie ojca, gdy prowadzi córkę do ołtarza. To nie jest technika. To jest jej sposób patrzenia.
Ludzie mogą kupić “psychoterapię w nurcie poznawczo-behawioralnym”. Ale zapłacą za nią więcej albo będą bardziej zdeterminowani się zapisać, gdy sesje będą z Markiem – bo widzą, jak pisze, jak mówi, jaki świat pokazuje. Nurt to etykieta. Marek to człowiek, któremu chcą zaufać.
Ludzie nie kupują “lekcji gitary”. Kupują lekcje z Tomkiem – bo on nie traktuje ich jak idiotów, bo śmieje się z własnych błędów, bo pokazuje, że można grać fałszywie i dalej się dobrze bawić.
I tak samo jest ze mną. Ludzie nie kupują “strategii marki”. Kupują moją strategię – z moimi dziwnymi metaforami, z moim sposobem zadawania pytań, z moją obsesją na punkcie słów, które znaczą co innego niż myślisz.
Różnica między “zamienić” a “budować wokół”? Taka sama jak między sprzedaniem domu a wynajęciem pokoju. W jednym przypadku tracisz to, co twoje. W drugim – zostajesz gospodarzem.
I nie – to nie jest pochwała rentierstwa. Nie namawiam cię do kupna siedemnastu mieszkań i życia z czynszu. Spokojnie. Po prostu szukam metafory, która działa. A ta działa. Przynajmniej do momentu, aż ktoś w komentarzach nie napisze, że jestem kapitalistyczną świnią.
Właśnie o tym jest Branding od zera AI
Nie o zamienianiu pasji na pieniądze. O budowaniu wokół.
I nie – marki osobistej się nie “buduje”. Wiem, że tak się utarło. Ale to bzdura. Markę osobistą się odkrywa. Jak rzeźbiarz odkrywa posąg w bloku marmuru – odłupując to, co nie jest tobą.
Przez 35 dni będziemy kopać. Nie na zewnątrz – w tobie.
I nie – nie musisz mieć historii zza siedmiu gór. Nie musisz być piękny ani zabawny. Nie musisz pokazywać sutków, robić klikbajtów ani przebierać się za zakonnicę.
Musisz tylko dać się poznać. I polubić – za to samo, za co lubią cię ludzie w realu.
Pokazać, kim jesteś. Za czym się opowiadasz. Przeciw czemu.
Tak, część ludzi odtrącisz. Ale to tłum gapiów. I tak by przeszli obok.
Ale część skupisz wokół siebie. I zbudujesz społeczność, do której sam chciałbyś należeć.
I nie – to nie jest kolejny kurs, który kupisz, obejrzysz dwie lekcje, a potem będzie zbierał kurz na dysku obok zdjęć z wakacji 2019
5 tygodni. Codziennie nowa lekcja. Trzy razy w tygodniu live. I 30+ agentów AI, którzy nie dają ci odpowiedzi – dają ci pytania. Prowadzą przez proces. Robią z tobą, nie za ciebie.
4% ludzi kończy kursy online. Cztery procent. Reszta kupuje poczucie, że “robi coś ze swoim życiem” – i zapomina hasło do platformy.
Tu jest inaczej. Tu ktoś kopnie cię w tyłek, gdy utkniesz.
Zapisy tylko do końca poniedziałku
Jest połowa stycznia – cmentarzysko noworocznych postanowień.
“Od nowego roku zacznę” właśnie zamienia się w “może od lutego”.
Za chwilę będzie “może od wakacji”. Potem “od września”. Potem cisza.
Znam ten cykl. Sam go przeżyłem (wielokrotnie).
Możesz w nim zostać. Albo możesz z niego wyskoczyć.
Nie mówię, że to łatwe. Mówię, że to możliwe. I że właśnie teraz jest moment – nie dlatego, że jest dobry. Żaden moment nie jest dobry. Ale ten jest teraz.
Jeśli mi nie wierzysz – to dobrze
Nie powinieneś wierzyć facetowi, który próbuje ci coś sprzedać.
Wejdź na stronę. Zobacz, co mówią ludzie, którzy już wyskoczyli.
I zdecyduj samodzielnie.
Dzięki, że czytasz do końca.
msz

